+48 792 488 421

karolinaziegart@gmail.com

ul. Domaniewska 22a/18

02-672, Warszawa/
Starogard Gdański

“Narzędziownik” dla rodziców – WYZWANIE część 2.

“Narzędziownik” dla rodziców – WYZWANIE część 2.

W zeszłym tygodniu pisałam o AKCEPTACJI uczuć dziecka i o tym, jakimi sposobami można ją wyrazić. Mam nadzieję, że udało się Wam już wypróbować któryś ze sposobów (a jeśli nie, to bardzo zachęcam) i pewnie macie już jakieś refleksje odnośnie tej techniki – to niezwykle cenne, podzielcie się w komentarzu!

Jeszcze o AKCEPTACJI UCZUĆ

Pamiętajcie, że AKCEPTACJA UCZUĆ to technika z cyklu podstawa podstaw, pewien „baseline”, od którego możemy zacząć w zasadzie w każdej sytuacji, nawet gdy nie mamy pojęcia, co powinniśmy dalej zrobić. I to jest chyba największa siła tej techniki, bo często właśnie w sytuacji pt. „zupełnie nie wiem, jak zareagować, co teraz powinnam zrobić” z zadziwieniem odkrywamy, że samo zaakceptowanie uczuć dziecka i np. wyrażenie pragnień w fantazji (patrz: Narzędziownik cz. 1) może rozładować sytuacje. Tak więc to taka technika, o której część mówi, że w sumie „to takie nic” i „uczucia uczuciami, ale potrzebuję konkretów”, a ja dziś chcę Wam powiedzieć, że wyrobienie w sobie nawyku nieoceniającego, niekrytykującego, ale cierpliwego AKCEPTOWANIA UCZUĆ dziecka to często największa rzecz, jaką możemy mu dać i postawa, która w wielu sytuacjach „gasi pożar”.

To też postawa, która od samego początku „ustawia” nas W KIERUNKU dziecka, a nie przeciwko dziecku. Daje przestrzeń do wyrażenia szacunku i zauważenia naszej pociechy jako człowieka, a nie „tylko dziecka”. Dużo o tym piszę, ale w moim odczuciu – to bardzo ważne. Bo choć wielu z nas absolutnie zgodzi się z twierdzeniem, że dziecku należy się szacunek, taki jak każdemu innemu człowiekowi, to w praktyce bardzo łatwo pójść drogą unieważniania. Wystarczy pomyśleć, czy w sytuacji, gdy Twoja koleżanka na wizycie u Ciebie rozleje kawę, powiesz jej: „no mówiłam Ci, że masz uważać, jesteś taka niezdarna, teraz przez Ciebie będę musiała sprzątać, jak zawsze mnie nie słuchasz”, czy raczej: „spokojnie, widzę, że się przejęłaś, jest ok, każdemu mogło się zdarzyć”? A co z „automatu” ciśnie się nam na usta, gdy tą „przysłowiową” kawę (mleko) rozleje nasz 4-latek?

 Czujecie różnicę?

AKCEPTACJA uczuć naprawdę działa w wielu sytuacjach. Ale to oczywiście nie jedyna rzecz. Więc – ruszamy dalej.

TECHNIKI „Do współpracy”

Są pewne rzeczy, które w życiu codziennym muszą się zadziać i mogą być one niekoniecznie po myśli naszych pociech. Jak nakłonić nasze dzieci, by umyły zęby po śniadaniu, ubrały się rano, umyły ręce po przyjściu ze dworu, wróciły z placu zabaw do domu? Oczywiście zakładam, że pełna szacunku prośba i wytłumaczenie, dlaczego „to ważne, by myć zęby” (bez straszenia!) nie zadziałały. Techniki „do współpracy” to trochę skrzyneczka pomysłów, które można wykorzystać w sytuacjach, gdy ważne jest, by stworzyć sytuację współpracy z dzieckiem, a nie bycia z nim w opozycji – bo rzeczy, o które prosimy są ważne z perspektywy zdrowia, organizacji czasu, zasad i norm społecznych (kto kiedyś próbował „na siłę” umyć 3-latkowi zęby, ten wie, jak ważna jest współpraca :D). Ze względu na to, że jest to zbiór technik, zdecydowałam się podzielić je na kilka wpisów.

TECHNIKI „DO WSPÓŁPRACY” część 1.

„Umyj zęby” „ubierz buty” „Zostaw kota” – nasze dzieci słyszą miliony poleceń dziennie. Pomyśl, jak Ty byś się czuł/czuła, gdyby Twoja codzienność opierała się na słuchaniu o rzeczach do zrobienia, byciu nakłanianym czy strofowanym? Rodzice – często z bezsilności – do poleceń dokładają groźby (“jak nie odłożysz książek na miejsce, to nie kupię ci żadnej nowej”), oskarżenia („Znowu zostawiłeś torbę na środku”), etykietowanie („Nie przerywaj, jesteś strasznie niegrzeczny”), prawienie kazań. Czy to sprawia, że nasze dzieci są bardziej skłonne do współpracy? Chyba wszyscy czujemy, że nie tędy droga. A więc którędy? Oto kilka pomysłów:

Technika 1. Zastosuj żart lub stwórz grę

– gadające przedmioty – w przypadku najmłodszych dzieci dobrze sprawdza się „ożywianie” przedmiotów, np. gadające skarpetki, latające spodnie, głodne półki na zabawki. Pomyśl, czy nie łatwiej byłoby nakłonić Twoją pociechę do współpracy, gdybyś zamiast mówić: „Natychmiast sprzątnij zabawki” powiedział: „Twoje półki na zabawki są baaardzo głodne i tęsknią za jedzonkiem. Mniam, mniam, mniam, gdzie są te pyszne samochodziki, które na nas stały?”. Inny przykład – codzienne mycie zębów, dla niektórych walka na śmierć i życie. A co gdyby zamiast polecenia „Umyj zęby, bo będziesz miał popsute” powiedzieć „O! Twoja szczoteczka chce zatańczyć. Zobacz, zobacz jak się rusza! Podskakuje, robi piruety! Chce zatańczyć w parach! Choć damy jej do tańca Twój przedni ząbek, ten duży! O a teraz ten obok, on też chce zatańczyć! Dyskoteka!”. Brzmi głupio? Myślisz sobie: dlaczego nie mogę po prostu dać polecenia, a dziecko zrobi to, co trzeba? Niestety. Doświadczenie pokazuje, że jeśli przyrównamy czas, energię i frustrację poświęconą na przekonywanie dziecka, by coś zrobiło, do energii jaką włożymy w udawanie „gadającej szczoteczki”, zwycięstwo będzie po stronie „gadającej szczoteczki”. Tak więc, decyzja jest oczywiście Wasza, ale czasem naprawdę warto pomęczyć się 10 min jako „animator” zabawy w głodne półki na zabawki, by uniknąć godzinnej batalii o sprzątanie 😊

-zadanie lub gra – pomysł podobny jak wyżej, z tym, że tu staramy się zamienić polecenie w wyzwanie lub grę. Czyli np. zamiast „Wrzuć klocki do pudełka”, ogłaszamy turniej „Kto najszybciej wrzuci swoją połowę klocków do pudła? Rycerze wyruszają na starcie ostateczne. 3…2..1… Wyścig rozpoczęty!”. Zamiast „idziemy natychmiast do domu”, mówimy „Założę się, że nie damy rady dobiec do furtki w 30 sekund. Dacie radę? Naprawdę? Sprawdźmy! Uwaga, Start!”. Lub: „Droga do sklepu to wyprawa przez groźną dżunglę! Musimy obserwować bacznie otoczenie i nazywać wszystkie kolory samochodów, jakie nas mijają. Kto się pomyli, musi trzy razy podskoczyć!”

Technika 2. Sprawdź, jak wydajesz polecenia

Polecenia wydane „z kanapy”, polecenia wydane „w powietrze” czy w bezosobowej formie, to polecenia z góry skazane na porażkę. Warto sprawdzić, jak wydajemy polecenia. Czy dbamy o to, by być zyskać uwagę dziecka (dotknięciem, byciem na wysokości wzroku dziecka)? Czy polecenia są formułowane w prostych słowach? Czy jesteśmy życzliwi? Czy upewniamy się, że dziecko wie, co ma zrobić? Czy formułujemy polecenia w sposób pozytywny (bez „NIE”)? Czy mamy przestrzeń, by doprowadzić sprawę do końca – sprawdzić, czy polecenie zostało dobrze wykonane? To wszystko elementy, które będą przyczyniały się do skuteczności tego, o co prosimy nasze dzieci. A więc forma tego, o co prosimy, jest ważniejsza od samej prośby.

Technika 3. Pozwól dziecku wybrać

Kto z nas nie lubi decydować o sobie? Możliwość decyzji daje poczucie autonomii, sprawczości i niezależności. Sposobem pomagającym w tworzeniu atmosfery współpracy jest więc danie możliwości wyboru. Zaraz, zaraz, jaki wybór zapytacie? Czy jest jakiś wybór, jeśli idzie o mycie zębów, wieczorne mycie lub pójście do przedszkola? Jasne, to są rzeczy, które muszą zostać zrobione, ale opcji, które można wybrać, by je zrobić jest naprawdę dużo. Nie wierzycie? Spójrzcie na to:

Zamiast: „Idź natychmiast do samochodu, jedziemy do przedszkola” -> „Czy idziemy dziś do auta w podskokach czy slalomem?” „Skradamy się jak Indianie czy biegniemy z całych sił”

Zamiast „Jeśli zaraz nie pójdziesz do łazienki, to…” -> „Chcesz się wykapać w wannie czy pod prysznicem?” „Chcesz mieć dużo bąbelków, czy kolorową sól do kąpania?” „Chcesz się wycierać ręcznikiem w paski, czy dwoma ręcznikami w kropki?”

Pozwól dziecku wybrać = daj mu poczucie sprawczości 😊

Technika 4. Pozwól być odpowiedzialnym

Wariacja na temat techniki numer 3., ale tycząca się odpowiedzialności. Daj swojej pociesze być odpowiedzialnym za część zadania. Np. zamiast krzyczeć, że ma się ubrać, stwórz plan dnia i poproś o pilnowanie przez dziecko kolejnych etapów; zamiast irytacji, że czas grania na komputerze się skończył, postaw zegar, który będzie wskazywał na czerwono, gdy czas się skończy i poproś, by Ci powiedział, gdy tak się stanie; zamiast oskarżać, że nie nakarmił rybek, poproś go o wybór karmy i stworzenie grafiku karmienia i tak dalej. Pomysłów jest mnóstwo. Chodzi o zaangażowanie dziecka w działanie i danie mu poczucia bycia częścią tego zadania.

To pierwsza część technik skłaniających do współpracy. Rzucam wyzwanie – wypróbuj w tym tygodniu dwie spośród czterech tu podanych i sprawdź, jak działają? Którą lubisz najbardziej? Która jest najtrudniejsza?

Trzymam kciuki! Ciąg dalszy – w przyszłym tygodniu!

Narzędzia inspirowane książką “Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały” Faber i King, którą Wam również serdecznie polecam! Niezbędnik każdego rodzica dzieci w wieku 2- 7 lat!

Dodaj komentarz

Close Menu